Wings for Life

3 maja br. o 13:00 czasu polskiego jednocześnie w 35 miejscach na kuli ziemskiej wystartował bieg. Nikt ze startujących nie wiedział, po ilu kilometrach znajdzie się na mecie, bo… to meta goniła zawodników. Jedni nie dobiegli do 5 km, inni zakończyli zmagania na 15 km, a zwycięzca pokonał dokładnie 79,9 km.

O samym biegu dowiedzieliśmy się dzięki koledze (pozdrowienia dla Pawła!) i wcale nie od razu wydał nam się interesujący, ale myśl o tym, jak to jest, kiedy uciekasz przed metą zamiast dążyć do niej, tak się nas uczepiła, że w końcu, zaintrygowani, zdecydowaliśmy się na start. Nie w Polsce, nie w Poznaniu, ale po sąsiedzku – w Bratysławie. I tak oto na bratysławskim Wings for Life znalazło się dwoje przedstawicieli Zabierzów Biega.

Pogoda trafiła nam się doskonała, było chłodno i pochmurno. Trasa okazała się łatwa, co prawda nie była zupełnie płaska, ale banalna w porównaniu do trasy Półmaratonu Jurajskiego. 🙂 Niestety, nie była równie ładna – przyjemnie robiło się dopiero po ok. 15 km, kiedy wybiegło się z Bratysławy na promenadę nad Dunajem. Na szczęście oboje mieliśmy okazję się o tym przekonać, bo wykręciliśmy lepsze wyniki niż zakładaliśmy.

Plan na bieg mieliśmy prymitywnie prosty – od początku biec tak szybko, jak tylko się da (no dobrze, tak na 95% mocy, żeby jednak nie paść po 1 km). I ta taktyka w tym przypadku okazała się dobra. Spodziewaliśmy się jednak, że świadomość podążającej za nami mety (w postaci samochodu, który początkowo stał na wysokości startu, po 30 minutach ruszał z określoną prędkością, a następnie stopniowo przyspieszał, póki nie dogonił wszystkich zawodników) sprawi, że przez cały czas będziemy uciekać z całych sił, tymczasem nic z tych rzeczy. Po kilkunastu / kilkudziesięciu kilometrach, kilku kubkach izotonika i paru żelach, opadając już z sił, nie mogliśmy się doczekać, kiedy meta wreszcie nas doścignie.

Ale na urok Wings for Life składa się nie tylko nietypowy fakt uciekania przed metą, znaczenie ma też to, że bieg odbywa się jednocześnie w kilkudziesięciu miejscach na Ziemi – i rywalizuje się ze wszystkimi z 35 lokalizacji. Wygrywa ten, kto najdłużej pozostaje na trasie, a aktualną sytuację można śledzić choćby w Internecie. Po powrocie do hotelu i kąpieli mogliśmy więc obserwować zmagania ostatnich – czyli zwycięskich – zawodników.

Co nie mniej istotne, Wings for Life to bieg charytatywny – organizatorzy zapewniają, że 100% opłaty startowej jest przekazywane na konto fundacji Wings for Life, Spinal Cord Research Foundation, która finansuje badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego.

My już wiemy, co będziemy robić 8 maja przyszłego roku – na pewno znowu będziemy uciekać przed metą! Nie wiemy tylko jeszcze, gdzie – Dolna Austria, Silverstone, Monachium, Bukareszt, Ypres, Stavanger, Poznań, Werona, Rouen, Lublana, Madryt, Kachetia, a może Dubaj? No, Dubaj chyba jednak nie… 😉
WYNIKI ZABIERZÓW BIEGA

Krzysztof Kordys – 28,62 km – miejsce 135/1969 w Bratysławie i 4369/68739 na świecie
Lidia Miler – 19,71 km – miejsce 559/1969 w Bratysławie i 17304/68739 na świecie

wingsforlife