ŁUT 70km dla Izy i Sławka

Eskimosi znają ponad 200 rodzajów śniegu. A zawodnicy Łemkowyny co najmniej 70 rodzajów błota. Lub nawet 150, jeśli biegną całość, czyli 150 km z Krynicy do Komańczy przez cały Beskid Niski. My skusiliśmy się tylko na połówkę, czyli 70 km ze startem w Chyrowej i metą w Komańczy. Jak wiadomo październik był ulewny, więc nikt nie spodziewał się ukończyć biegu w suchych butach. Ale też nie spodziewaliśmy się, że już po pierwszym kilometrze będziemy mieć w butach pełno wody. Na początek wody, bo biegliśmy po podmokłej łące. Później napełnialiśmy buty na zmianę wodą i błotem.

Trasa sama w sobie jest bardzo przyjemna, łagodne podbiegi i zbiegi, lasy i łąki. Jedyny problem to warunki, które pod koniec października rzadko bywają sprzyjające. Zwycięzca ubiegłorocznego ŁUT150 uzyskał w tym roku czas o ponad 40 minut gorszy niż przed rokiem. Na ŁUT70 wyniki zwycięzców z 2015 i 2016 różnią się o 25 min.

My też nie wykonaliśmy planu, a zakładane czasy wydłużyły się o ok. pół godziny. Mięśnie jeszcze nigdy nie bolały tak jak teraz -w końcu w każdy krok trzeba było włożyć podwójny wysiłek, żeby odkleić się od ziemi.

Z obiecywanych widoków na trasie nie zobaczyliśmy prawie nic. Od rana, a nawet już od kilku dni, padał deszcz i panowały mgły. Dopiero popołudniu, czyli na ostatnich 10 km, przestało lać i na chwilę pokazał się nam piękny jesienny Beskid. Ale i tak z Łemkowyny zapamiętamy wyłącznie błoto…

Wyniki:
Sławomir Okrutniak, 8h52:53, msc open 55/333;
Izabela Potęga, 10h17:50, msc open 152/333, open kobiet 17/62.

14695330_1772547359672933_3327588186859096246_n 14720596_1772547346339601_7109205492178971619_n