Cracovia Maraton okiem naszego zawodnika

Maraton – Spełnienie Marzeń Biegaczy

Biegam od kilku lat i od samego początku tej przygody wracała myśl i marzenie o tym by przebiec Maraton. Już po kilku tygodniach regularnego treningu byłem w stanie brać udział w zawodach na 10-15km, a po kilku miesiącach w półmaratonie. Jednak dystans 42 195m w jednych zawodach był czymś niewyobrażalnym. W tym czasie zacząłem również oglądać zawody biegowe, również te maratońskie i przyglądać się biegaczom. Z podziwem patrzyłem na maratończyków kończących Cracovia Maraton w poprzednich latach. Niektórzy wbiegali na metę jakby co dopiero zaczęli bieg, inni ledwo idąc przechodzili przez metę. Na ostatnich kilkuset metrach zawsze na Maratonie spotyka się osoby które się zatrzymują i walczą ze skurczami mięśni, czy z własną psychiką.
Tym razem to ja stałem na starcie. I to nie w byle jakim towarzystwie, bo w przedziale czasowym 3:30-3:45. A zaznaczę, że to nie jest prosta decyzja wejść w taką strefę czasową na pierwszy maraton w życiu. Większość biegaczy amatorów biegnie pierwszy maraton „żeby ukończyć”.
Ambicji jednak mi nie brakowało, gdyż już rok wcześniej chciałem stanąć na starcie, jednak kontuzja kolana udaremniła mój zamiar. Dużo pewności siebie dodała mi dobrze treningowo przepracowana zima wraz z naszą grupą Zabierzów Biega, mobilizacja i doping całej grupy z naszą trenerką Agnieszką na czele.
Strzał i start punkt 9:00 z Rynku Głównego w Krakowie. Teraz przede mną dystans maratonu i pytania w głowie czy dam radę, czy mięśnie wytrzymają, czy spotkam „ścianę” około 30km i czy będę musiał podjąć walkę z samym sobą, która toczy się w głowie. Utrzymanie tempa na takich dystansach to trudne zadanie dlatego na startach można spotkać pacemakerów czyli tzw. Zająców. Są to ludzie z balonikami i w koszulkach na których jest napisany czas z jakim dobiegną do mety. Od początku plan był trzymać się niebieskiego balonika z czasem 3:30. Minusem biegu z zającem jest to że w okolicach baloników jest zawsze duży tłok, plusem to że czasami zdarzają się pacemakerzy którzy tak potrafią zdopingować i zmobilizować biegaczy, zwłaszcza tych słabszych psychicznie, tak że dają radę dobiec z nimi do mety.
Jednak ja swoje w głowie miałem i chciałem biec sam, delektując się każdym kilometrem trasy i pozdrawiając poszczególnych znajomych z naszej sekcji biegającej z Zabierzowa.
Ból kolana który dopadł mnie około 24 km i trzymał przez kilka kolejnych. Powodował, że moje tempo spadło choć nieznacznie, jednak ku mojemu zdziwieniu 30km zadziałał na mnie odwrotnie niż o tym mówi większość biegaczy adrenalina wzrosła i ból jakby zaczął ustępować. Stawka się rozciągnęła, a „samotność długodystansowca” wcale mi nie przeszkadzała, dodawała mi nawet pewności.
Ból kolana jednak wrócił ok 36km i dał się we znaki aż do 41. Ostatnia prosta to był jednak mój czas. Piękny finał, przyspieszenie i radość jaką daje uczucie że to ostanie metry, jeżeli możesz wtedy przyspieszyć to adrenalina dodatkowo nakręca Twoje Ciało i pchnie cię ku mecie. Czas 3:25:10 jak dla mnie rewelacyjny. Po zatrzymaniu się za niebieską linią na Rynku Głównym i odebraniu pamiątkowego medalu byłem w stanie jeszcze dojść na plac Szczepański do namiotu masażu i tam odpocząć (tu należy zaznaczyć wzorową organizację Cracovia Maratonu z punku widzenia uczestnika). Ostanie 42,195km przecież zmieniło moje życie, teraz już mogę powiedzieć o sobie, że JESTEM MARATOŃCZYKIEM.

Krzysztof Gajewski