Orlen Warsaw Marathon

Powrót na „dystans królewski” po latach!

W zeszłym roku miałem przyjemność kibicować mojemu przyjacielowi podczas 36 Maratonu Warszawskiego. Wspaniała atmosfera wielkiej imprezy biegowej udzieliła mi się bardzo mocno. Stare wspomnienia z pierwszego startu w Krakowskim Maratonie z 2004r. ożyły i dały mi niezłego kopa motywacyjnego do powrotu na stare trasy treningowe z zamierzeniem wystartowania na maratonie jeszcze raz. Dałem sobie trochę czasu na „przewietrzenie płuc” i uzyskanie jakiegoś poziomu biegowego. Kto startował ten wie, że bez treningu start na tzw.
żółtodzioba, to nieciekawy pomysł. Co więcej, jest duża szansa, że negatywne odczucia podczas biegu skutecznie zniechęcą nas z dalszych treningów, więc przeznaczyłem trochę więcej czasu na trening.
Wybór padł na Warszawę i Orlen Maraton. Lubię Warszawę jej piękne okolice, spędziłem tam trochę czasu i sentyment pozostanie na zawsze. Okres przygotowań minął i jak magicznie
przeniesiony w czasie znalazłem się na linii startu pod Stadionem Narodowym. Wielka impreza, tysiące ludzi, pozytywna wibracja zawieszona w powietrzu, ambicje, przedstartowy stresik, rozgrzewka na plaży nad Wisłą, otaczające mnie uśmiechnięte twarze! Klimat pozytywnego przesłania takiej imprezy jest dla mnie czymś niepowtarzalnym, tysiące ludzi z jakiegoś powodu spotyka się by zrobić coś razem. Coś, co na co dzień jest ich pozytywnym motorem w życiu, pozytywną pasją, sposobem na zdrowy styl życia, sposobem na bycie lepszym człowiekiem. Taka impreza to jak wielka pozytywna pokojowa manifestacja.
Po starcie stres opadł prawie do zera i zostało już tylko 42, 195m do przebiegnięcia – tylko?!
Kilometr po kilometrze zbliżałem się do najciekawszego, czyli odcinka po 30 km. To charakterystyczne dla tego dystansu, że wtedy dochodzi do największego osłabienia mentalno-fizycznego, metabolizm przechodzi ciężki test na odporność i tego efektem jest kryzys. Psycha siada, tempo też, masz dosyć biegu, który przestaje być miłym bieganiem. Ale z powodu tego kryzysu, już po kilku dniach po starcie masz ochotę na kolejny start. Czy to delikatna forma sportowego masochizmu, czy radość z pokonania naszych słabości – nie ma znaczenia, bo frajda jest pierwszej klasy! Dla mnie maraton to tak naprawdę wisienka na torcie tego co się za tym się kryje, treningi, wyrzeczenia, pozytywne myślenie i radość biegu dla samego biegu, uczucie wolności towarzyszące podczas biegania i rzesza ludzi myślących w podobny do Ciebie sposób. To zawsze daje kopa jak zdajesz sobie sprawę, że to co Cię kręci motywuje też wielu innych ludzi.
Pogoda na Orlenie dała szansę na bieg w moim wyższym tempie więc udało się pobić rekord sprzed 11 lat! Nie było to moim głównym celem, ale jeśli forma pozwala trzeba spróbować.
Lekki deszczyk, temperatura ok. 17-18 st.C. dużo punktów nawadniania, kilka żeli energetycznych, fajna trasa, jedna pętla na lewym brzegu Wisły, z finiszem pod stadionem w stylu topowych zawodów! Od trzydziestki – skurcze, ból, walka ze słabnącym tempem, i średniego nasilenia kryzys – odprowadziły mnie do mety, na budziku 3:09.30. Było pięknie i wiem już, że to nie ostatni raz.
Jako zabierzowianin z krwi i kości, z dumą reprezentowałem amatorski klub Zabierzów Biega, i cieszę się że po latach w Zabierzowie powstaje taka nieformalna ekipa fascynatów biegania. Sądząc po energii i motywacji ludzi najbardziej zaangażowanych w organizację grupy, jeszcze wiele o nich usłyszymy!!!
Pozdrawiam, Maciek Niwiński

Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl
Copyright FotoMaraton.pl